CZY PAN JEZUS JEŹDZI AUTOSTOPEM?

autor: admin | 23 February 2011

Czy Pan Jezus jeździ autostopem?

Mariusz Orłowski

Znałem kiedyś pewnego pastora, który bardzo dosłownie traktował słowa Pana Jezusa z podobieństwa o wielkiej wieczerzy: Wtedy rzekł pan do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i przymuszaj, by weszli, i niech będzie zapełniony dom mój (Łk 14, 23). Ponieważ do swego zboru, oddalonego o 120 km od miejsca zamieszkania, dojeżdżał on samochodem, zawsze zabierał po drodze autostopowiczów, aby podczas podróży głosić im Ewangelię. Przyjęty przez pastora model ewangelizacji sprawdzał się w 100%. Bo i cóż miał począć ten, który dał się złapać w tak misternie zastawione pastorskie sidła? Pokornie zgadzał się ze wszystkim, o czym pastor mówił, kiwał głową, a następnie, na żądanie duchownego, deklarował przyjęcie Jezusa Chrystusa za swego Pana i Zbawiciela. I nie ma się czemu dziwić. Lepsze było to niż opuszczenie samochodu w środku lasu we wschodniej Polsce…

Po dotarciu na miejsce przeznaczenia pasażer otrzymywał od duchownego traktat biblijny z adresem miejscowego zboru, obiecywał, że na pewno przyjdzie i… nigdy się tam nie pojawiał. Pastor natomiast mógł złożyć przed swoimi wiernymi świadectwo o nawróceniu się kolejnego mieszkańca miasta. Historia powtarzała się co tydzień, ale w zborze nie przybywało członków. Dlaczego?

Św. Jakub poucza nas w swoim Liście: A niech każdy człowiek będzie skory do słuchania, nieskory do mówienia (Jk 1, 19). Z kolei Karl Barth zauważa, iż „sens naszych ust i naszego ucha sprowadza się do tego, że dwaj ludzie ze sobą mówią i jeden drugiego słucha; zarówno wypowiedź, jak i wezwanie musi być obustronne. Bywa tak, że jeden nie patrzy wprost na drugiego, ale trochę obok niego. I tak samo nie wprost do siebie można mówić i siebie słuchać. Kiedy tak jest, zawsze znaczy to, że w rzeczywistości nie spotykamy się ze sobą, a więc nie ma ludzkiego kontaktu. Dwaj ludzie mogą ze sobą prowadzić bardzo otwartą, wnikliwą i ożywioną rozmowę, ale słowa każdego z nich służą tylko jego własnym potrzebom. Wprawdzie rozmawiają ze sobą, ale każdy z nich chce tylko siebie samego potwierdzić, sobie samemu dopomóc”[1]. Czy to ma coś wspólnego z naszą historią? A i owszem.

Obaj bohaterowie przytoczonej na wstępie historii wykorzystywali rozmowę do realizacji własnych potrzeb. Pastor chciał jak najlepiej odegrać rolę duchownego, który wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do mówienia kazań, a pasażer pragnął dojechać do celu swej podróży. Obydwaj więc dopomagali sobie samym. Tylko Pan Jezus pozostał gdzieś na trasie…

[1] K. Barth, Jedna chwila – jedno spojrzenie, Wydawnictwo M, Kraków 2004, s. 72.

Zostaw odpowiedź

Witamy!!!

Tematyka artykułów